poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział IV "My sadness is killing me slowly".


 Obudził mnie dźwięk czyjejś rozmowy , a raczej kłótni. Niepewnie wstałam z łóżka , po czym podeszłam do drzwi, lekko je otworzyłam , a następnie zaczęłam się wsłuchiwać w nerwową rozmowę. Kiedy się wsłuchałam od razu rozpoznałam głos Arthura oraz...Germana? Dziwiła mnie jego obecność w tym miejscu. Po co on tu przyszedł i skąd wiedział , gdzie mnie szukać? Na te pytania nie znałam odpowiedzi i póki co , nie chciałam ich znać. Straciłam też chęć na podsłuchiwanie , więc zamknęłam drzwi i opadłam na łóżko. Ciężko wzdychając, przypomniałam sobie o dzisiejszym ślubie Germana. Byłam ciekawa, dlaczego on tak bardzo martwił się tym całym ślubem. Przecież jeżeli się kogoś kocha, to może spokojnie poczekać. Taka jest właśnie miłość. Ale...Co ja tam wiem o tym? Przecież to ja straciłam osobę  na której mi najbardziej zależało.
Przerwałam rozmyślanie , gdyż usłyszałam pukanie do drzwi. Rzekłam ciche "proszę".
Moim gościem okazał się być Arthur. Wszedł do środka, z współczującą miną. Choć nie opowiedziałam mu o wczorajszych wydarzeniach, doskonale wiedział jakie są relacje pomiędzy mną, a  Germanem.
- Cześć. Jak się czujesz? - zapytał, siadając na skraju łóżka.
- Nie za dobrze , ale... Myślę ,że mi przejdzie. - odparłam i nieudolnie się uśmiechnęłam.Szatyn to zauważył, ponieważ jego uśmiechnięta twarz , również przybrała poważny wyraz.- Słyszałam przed chwilą krzyki...
- A, tak... Przyszedł tutaj ten cały German i chciał z tobą porozmawiać. -odpowiedział obojętnie. Można było dostrzec, że facet nie przepadał za Germanem.- Nie wpuściłem go tu, ponieważ nie chciałem , aby znów popsuł ci humor. - dodał , zwracając wzrok w moją stronę. - Zaczął się rzucać do mnie z pretensjami, ale od razu go uspokoiłem. Na odchodne, kazał przekazać ci klucze oraz wiadomość w tej kopercie. - mężczyzna podał mi rzeczy,po czym powolnie wstał i skierował się w stronę wyjścia.
- Arthur.
- Tak? - zapytał, odwracając się w moją stronę.
- Dziękuje. - odparłam z delikatnym uśmiechem.
Mężczyzna odwzajemnił uśmiech i wyszedł, zostawiając mnie samą. Trzymałam w ręku list od Germana i czułam niepewność. Nie wiedziałam , czy na pewno chcę przeczytać tę wiadomość. Po wczorajszej kłótni, wątpię w to , aby napisał coś miłego. Drżącymi dłońmi, jednak otworzyłam kopertę. Wyciągnęłam z niej kartkę i zaczęłam czytać.

Droga Angie,

Na wstępie, chciałbym Ci podziękować za nocleg w Twoim domu. Chciałbym też Cię bardzo przeprosić, ale na przyjęcie przeprosin, nie mam co liczyć, prawda?

Oczywiście, że nie.

Za chwilę przyjedzie po mnie Ramallo, więc spokojnie wrócę dzisiaj do domu.

Dlatego piszę ten list, aby Cię poinformować , że już mnie tam nie będzie.

Pozdrawiam, German.

Ps. Po ślubie, jeżeli będziesz tylko chciała, Violetta przyjedzie do Ciebie na tyle dni , ile tylko będziecie obie chciały.

Gdy skończyłam czytać, czułam się tysiąc razy gorzej. Miałam rację, co do tego listu. Nic w nim dobrego nie było. Choć, przynajmniej wiem , że Viola będzie mogła do mnie przyjechać. Moja twarz była cała morka od łez. Fakt , że będę musiała zapomnieć o Germanie już na dobre, do mnie nie docierał. Jak niby mam to zrobić? Przecież to on był moją prawdziwą miłością. To, niestety, właśnie jego kocham. To takie okropne. Moje życie jest okropne.
- Dosyć. - przerwałam moje smętne myśli.
Wstałam na równe nogi, po czym przebrałam się w moje wczorajsze ubrania. Otarłam jakoś łzy i wyszłam z pokoju, a następnie skierowałam się do toalety, aby jakoś w miarę się ogarnąć. W końcu dzisiaj mam pracę.
Po czynnościach w toalecie, zeszłam na dół do Arthura , który siedział w kuchni. Przysiadłam się do niego.
- Ponownie cię skrzywdził , prawda? - zapytał nagle , ni stąd , ni  zowąd.
Uniosłam lekko brwi ze zdziwienia. Zaskoczyło mnie jego zachowanie. Wydawał się być smutny oraz przygnębiony. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam, ale pomimo tego, postanowiłam , że będę z nim szczera.
Na jego pytanie, skinęłam głową.
- T-tak, to prawda, ale... Każdy człowiek musi w życiu przejść takie chwile. - odparłam cicho.
- Tak, ale ty przeszłaś ich zbyt wiele, według mnie.
-Arthur. To co było, nie odstanie się , ale nie trzeba płakać nad rozlanym mlekiem. - mówiłam ze spokojem, choć to nie była do końca prawda. - Kocham Germana , ale on zaczyna swoje nowe życie i ja to szanuję. Ale... nie rozumiem , dlaczego się tym przejmujesz, Arthur?
- Po prostu... Martwię się o ciebie. - odparł, patrząc w me oczy.
- Dziękuję, ale nie masz powodu.
- Czyli wszystko już gra? - zapytał.
Przez chwilę wahałam się nad odpowiedzią.
Wytrwałam bez Germana prawie dwa miesiące, więc teraz również bez niego wytrzymam. - pomyślałam, uśmiechając się do Arthura.
- Tak. Wszystko już gra. -odpowiedziałam, na co mężczyzna szeroko się uśmiechnął.
Po naszej rozmowie, oboje wyruszyliśmy w stronę studia. Przez całą drogę rozmawialiśmy i śmialiśmy , a ja czułam się , jakby nic złego się nie wydarzyło. Choć w głębi duszy czułam smutek, to starłam się go nie okazywać i być po prostu szczęśliwą. Mam w końcu do tego możliwości. Jestem młoda, ambitna , a przede wszystkim znajduję się w Paryżu. W miejscu , gdzie wszystko jest możliwe. Zapomnienie o Germanie, musi, po prostu musi mi się udać.
~*~
Po skończonej pracy podziękowałam Arthurowi za nocleg i udałam się do mojego mieszkania. Przez całą drogę czułam się bardzo przygnębiona. Starałam się jakoś nie myśleć o tym , że w tym momencie German jest już oficjalnie mężem jakiejś innej kobiety, ale nie potrafiłam. Przez cały czas w głowie ukazywał mi się jego obraz. Jego uśmiechnięta twarz oraz oczy pełne iskierek. Zawsze takie miał , kiedy tylko ze mną rozmawiał. Choć odkąd dowiedziałam się , że był Jeremiaszem, te iskierki zniknęły i już nigdy ich nie widziałam. Nie licząc mojego wyjazdu oraz momentu kiedy zjawił się tu, w Paryżu. Wtedy miałam wrażenie, że jego oczy nadal posiadają te małe, migoczące świecidełka. Ale... To już minęło , bezpowrotnie. Muszę w końcu się wziąć w garść. Jeżeli ciągle będę wszystko rozpamiętywała, to rana w sercu nigdy się nie zagoi. Wiem, że się nie zagoi, ale chcę chociaż ,aby mnie tak nie bolała. Aby ten cholerny ból przestał się nasilać z każdą myślą, że mogło byś inaczej.
Doszłam do mojego domu , grubo po 12. Czasami tak mam, że rozmyślając, potrafię błąkać się po całym mieście przez długi czas.
Weszłam do mieszkania, ciężko wzdychając. Czułam się samotna. Po raz pierwszy odkąd tu przyjechałam. Wiedziałam czyja to zasługa... Czy on musiał tutaj przyjeżdżać? Musiał ponownie rozpalić we mnie wszystkie skrywane uczucia? Gdybym go nie zobaczyła, zapewne nie byłabym teraz tym wszystkim przybita.
W jednej chwili smutek, przerodził się w gniew. Szybkim krokiem poszłam do sypialni. Podeszłam do jednej z moich szafek i wyciągnęłam z niej  małe pudełeczko. To właśnie tam znajdowały się moje wszystkie pamiątki , związane z NIM. Od razu wszystkie zdjęcia zaczęłam drzeć , czując jak ból w sercu nasila się z każdą sekundą. Nie zostawiłam żadnej fotografii. Wszystkie leżały na podłodze, porozdzierane na drobne kawałeczki, tak samo jak me serce. Moja twarz była cała mokra od łez.
Opadłam na kolana, cicho łkając.

Tak mało brakowało mi do zapomnienia o nim. Jeszcze tylko parę dni, a wszystko wróciło by do normy, lecz... Musiał tu przejeżdżać. To takie niesprawiedliwe. Dlaczego akurat ja musiałam być cały czas jego kochanką? Bo jakby się tak lepiej temu wszystkiemu przyjrzeć, to właśnie nią byłam. Kiedy on miał narzeczoną , Jade, ciągle do mnie zagadywał , po prostu starał się mnie do siebie przekonać. Udało mu się , niestety. I wtedy wszystko się zaczęło. Nieśmiałe uściski, niewinne spojrzenia, aż w końcu pocałunki. Nie było tego zbyt wiele, ale wystarczyło,abym zakochała się w nim na zabój. On zdawał się mnie kochać, ale to nie była prawda. Tak jak to kiedyś powiedział "To było tylko złudzenie". Do jasnej cholery, jak można było te wszystkie chwile spędzone razem nazwać złudzeniem?! Czy kiedy mnie całował, też tak sądził?! Albo kiedy przytulał, kiedy wyznawał mi swe uczucie?! Oczywiście, że nie. Chyba , że jest się skończonym dupkiem. Chciałabym , aby German w mych oczach stał się kimś najgorszym. Kimś kogo będę szczerze nienawidziła. Tak bardzo bym tego chciała, ale... Szanse , że tak się zdarzy są znikome. Niestety...
Miałam już dosyć rozmyślania nad tym wszystkim. Powolnie podniosłam się , po czym zeszłam na dół do kuchni. Otworzyłam dolną szafkę i wyciągnęłam z niej kieliszek oraz średnią butelkę wina. Nigdy nie piję bez okazji, ale czułam się tak bardzo źle, że po prostu musiałam. Powróciłam na górę, gdzie usiadłam na krześle, które znajdowało się na balkonie.
Było zimno. Wiał porywisty wiatr , a niebo było tak zachmurzone , że nie było widać żadnej gwiazdy.
Ale miałam to gdzieś. Tak jak wszystko inne. Nalałam do kieliszka krwistego wina, po czym duszkiem go wypiłam. Przez chwilę zakręciło mi się w głowie. Nie dziwne, ponieważ mój organizm nie jest przyzwyczajony do alkoholu. Kolejną lampkę, piłam już wolniej, wpatrując się w dal. Piłam i piłam, aż w pewnym momencie mój smętny film się urwał...
***
Cześć :)
Oj dawno, baardzo dawno mnie tutaj nie było ;/ Eh, no cóż. Ale przynajmniej już wróciłam i wstawiłam kolejny rozdział. Nie będę się rozpisywała :)
Po prostu zapraszam do komentowania :D

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział III "Wszystko się komplikuje"

***

Moje oczy od razu zrobiły się wielkie jak złotówki.
- Słucham ? - zapytałam po jakimś czasie patrząc na niego zdziwionym wzrokiem , a on podał mi bukiet.
Zaciągnęłam się pięknym zapachem kwiatów i spojrzałam na Germana , który od razu się do mnie uśmiechnął. Poczułam lekkie rumieńce na mych policzkach.
- Są piękne... - powiedziałam rozkojarzonym głosem - Co ja wygaduje ! German ! Przecież twój samolot właśnie odleciał !
- Spokojnie Angie. Przecież zdążę na następnym lot - odpowiedział lekko śmiejąc się ze mnie.
W tym momencie moja twarz była już cała czerwona.
- Dobra to może usiądziemy ?
Pokiwałam głową na"tak" i razem usiedliśmy na krzesłach. Przez cały czas patrzyłam na bukiet. Był piękny , ale zastanawiało mnie jedno. Po co German mi go kupił ? Przecież wyraźnie powiedział mi , że bierze ślub , więc... Angie o czym ty myślisz ! Przecież on mógł mi go kupić od tak. Ale ja jestem głupia...
- Halo Angie ? Słyszysz mnie ? - przed moją twarzą zobaczyłam rękę Germana.
- Tak , tak... - odpowiedziałam pośpiesznie.
- To o czym mówiłem ?
- Ammmm... No... Emmm... O...tym... no... - zaczęłam się jąkać , a German zaczął się śmiać.
- Przecież wiem , że kompletnie gdzieś odleciałaś.
- Nie prawda !
- Prawda , prawda... Tylko następnym razem zabierz mnie ze sobą - powiedział wstając i puścił mi oczko , po czym podszedł do automatu z kawą.
Znowu poczułam rumieńce. Co to było ? No nie ważne. W ogóle dlaczego ja się tak przejmuję tym co on mówi , robi. To powinno mnie nie obchodzić. No właśnie...Powinno , ale tak nie jest...
- Proszę - powiedział podając mi gorący napój.
- Dziękuje... Mmmm... gorąca czekolada , skąd wiedziałeś ? - zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Hehe... Ma się swoje źródła - odpowiedział śmiejąc się.
Lekko szturchnęłam go w ramię na co oboje się zaśmialiśmy i zaczęliśmy pić swoje napoje.
- Uwaga ! Ważny komunikat ! - usłyszeliśmy głos z głośników i spojrzeliśmy w tamtą stronę - Z powodu awarii wszystkie loty do Argentyny zostały odwołane. Czas trwania komplikacji jest nie określony.
Na tą wiadomość o mało co nie upuściłam swojej czekolady. Spojrzałam przerażonym wzrokiem na Germana. Zauważyłam , że automatycznie pobladł. Gwałtownie wstał i zaczął iść. Szybko pobiegłam za nim.
- German ! German gdzie ty idziesz ? - zapytałam , lecz on nie zwracał na mnie uwagi , tylko szedł przed siebie - German ! German !
Nagle zobaczyłam parę metrów od nas, biuro główne. Przeraziłam się i próbowałam go jakoś zatrzymać. Mocno złapałam go za ramiona i odwróciłam w swoją stronę. Nie sądziłam , że to mi się uda , ale tak było. Staliśmy twarzą w twarz. Poczułam jak moje serce zaczyna przyspieszać. Kompletnie zapomniałam o tym co miałam mu powiedzieć. Mogłabym stać tak ciągle , ale szybko się opamiętałam. Odchrząknęłam i trochę się od siebie odsunęliśmy.
- German... Po co chciałeś iść do biura ? - zapytałam już spokojnym głosem.
German nic nie odpowiadał , tylko spuścił głowę , ja natomiast mówiłam dalej.
- Przecież dobrze słyszałeś. Loty zostały odwołane z powodu awarii i nie wiadomo kiedy ona się skończy. Po co się denerwować. Wystarczy , że...
- Po co się denerwować ?! Angie , przecież ja jutro biorę ślub ! Nie rozumiesz  , że jak tam się jutro nie zjawię , to wszystko stracone ?! Nie , przecież ciebie to w ogóle nie obchodzi !
- Słucham ?! Dla twojej wiadomości obchodzi mnie ! To nie moja wina , że poszedłeś...
- Właśnie , że twoja ! Gdybyś nie namawiała Violetty , aby to przyjechała to nigdy by mnie tu nie było ! - znowu mi przerwał.
- Przecież ja wcale nie namawiałam Violetty ! Nie zwalaj całej winy na mnie !
- A na kogo Angie ?! Na kogo ?! Przecież wokół ciebie krąży cały świat ! Po co się przejmować czyimś szczęściem ?! Najlepiej zniszczyć komuś całe życie ! Przecież...
- Stop ! - przerwałam mu ze łzami w oczach - Starczy... Już powiedziałeś co o mnie myślisz... - przełknęłam ślinę ledwo powstrzymując łzy - Nie sądziłam...Nie sądziłam , że możesz być tak wredny...
Mówiąc to kilka łez spadło na moje policzki , ale nie zwróciłam na to uwagi. Szybko stamtąd wybiegłam. Wybiegłam z lotniska i zaczęłam biegnąć przed siebie. Biegłam tak płacząc , dość długo , aż w końcu stanęłam  i opadłam na ławkę. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Jak on tak mógł ? Zrzucił całą winę na mnie... A może mi nie o to chodzi ? Może jest mi po prostu smutno dlatego , że on kocha swoją narzeczoną ? Na tę myśl poczułam ukłucie w sercu. Myślałam , że już nigdy nie będę cierpiała przez Germana , ale pomyliłam się. Otarłam łzy i spojrzałam na niebo.
- Mario... Dlaczego on mi to znowu robi ? - zapytałam słabym głosem i schowałam twarz w dłoniach.
Nagle zorientowałam się , że jestem w jakimś nowym miejscu. Gwałtownie wstałam i zaczęłam się rozglądać dookoła. To miejsce było straszne. Na dodatek kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Zaczęłam iść przed siebie. Po woli zapadał mrok , a ja samotnie włóczyłam się po ciemnym i na dodatek chyba opuszczonym lesie. Byłam przerażona. Zaczęłam się cała trząść , ale nie przestawałam iść dalej. Moje myśli znowu wróciły do Germana. Myślałam , że się zmienił na dobre. Pomyliłam się. On nadal miał w sobie tą wredną część. Moje życie to jedna wielka porażka. I jeszcze ten durny las... Chwila ! Przecież ja mam komórkę ! Wyjęłam szybko urządzenie i zaczęłam nerwowo wybierać numer do Arthura. Pierwszy sygnał...drugi...
- Cześć Angie ! Co tam ? - zapytał radosnym głosem.
- Arthur... Jestem w jakimś lesie i nie wiem jak stąd wyjść... Chyba się zgubiła... - nie dokończyłam , ponieważ straciłam zasięg - Cholera !
Próbowałam jakoś odzyskać zasięg , ale na marne. Stanęłam w miejscu. Straciłam wszelką nadzieje na to , że ktoś mnie tu znajdzie. Że też musiałam pobiec w tą stronę ! Nagle usłyszałam za sobą jakiś szelest. Gwałtownie się odwróciłam. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Nikogo tam nie było , ale i tak bałam się. Bo przecież to jest las i nie wiadomo co tutaj żyje. Po jakimś czasie znowu usłyszałam szelest , ale tym razem głośniejszy. Tak jakby był blisko mnie. Przeraziłam się , ale  strach kompletnie mnie sparaliżował. Stałam tam jak słup i czekałam , aż to coś wyskoczy z krzaków. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy. Zrobiłam krok  w tył. Bałam się , że zaraz tu wyskoczy jakieś zwierze , a tym czasem zza krzaków wskoczył...
- German ?! - krzyknęłam.
- Angie tutaj jesteś... Jak dobrze , że cię znalazłem. Bałem się , że się zgubiłaś na dobre - powiedział idąc w moją stronę.
- Daj spokój - odsunęłam się od niego -Powiedziałeś już co o mnie sądzisz...
- Angie...
- Co Angie ?! Nie wiem czy się tym w ogóle przejmiesz , ale twoje słowa mnie zabolały... - odpowiedziałam i poczułam jak do moich oczy napływają łzy.
- Ja wiem... Ale wiesz jaki jestem... Najpierw mówię , potem myślę...
- Wiem , ale myślałam , że się zmieniłeś na dobre. Ale tak nie jest... Ta rozmowa nie ma sensu. Lepiej pokaż mi drogę powrotną i rozejdźmy się na zawsze - powiedziałam obojętnie.
Za bardzo nie widziałam twarzy Germana , ponieważ panował już półmrok. Na dodatek czułam jak moje oczy są podpuchnięte od płaczu. German ciężko westchnął.
- To chodźmy... - powiedział i ruszył , a ja za nim.
Szliśmy w milczeniu , a kiedy wyszliśmy z tego potwornego lasu , odeszłam od niego w stronę mojego mieszkania. Nie obchodził mnie już jego stan. Skoro on potrafi być tak obojętny wobec mnie , to ja też...
- Angie ?! Angie ! - usłyszałam głos przede mną.
Uniosłam wzrok i ujrzałam Arthura.
- Arthur...
- Angie nic ci nie jest... - powiedział i przytulił mnie.
Wiedziałam , że German to widział. Nawet się z tego powodu ucieszyłam , ale tylko na moment .
- Bałem się o ciebie.
- Arthur mam do ciebie prośbę...
- Tak ?
- Mogłabym u ciebie na jakiś czas mieszkać ? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście !
- Na prawdę ? Dziękuje ! - powiedziałam i znowu go przytuliłam , ale szybko się oderwałam - Poczekaj tu chwilkę...
Odwróciłam się i poszłam w stronę Germana. Nie stał w miejscu , tylko gdzieś szedł. Wiedziałam , że nie ma dokąd iść , a ja niestety nie mogę patrzeć długo na ludzkie cierpienie ... Podeszłam do niego.
- German...
Gwałtownie się odwrócił.
- Ponieważ wiem , że nie masz gdzie się podziać... - powiedziałam i wyciągnęłam z kieszeni moje klucze od mieszkania  - Masz...
Spojrzał na mnie zdziwionym wzorkiem.
- Ale...
- Masz. Kiedy tylko awaria zostanie naprawiona , oddasz klucze i wszystko wróci do normy.
Niepewnie odebrał klucze.
- Czuj się jak w domu... Żegnaj... - powiedziałam smutnym głosem i odeszłam.
Odwróciłam się jeszcze w jego stronę i spojrzałam na niego smutnym wzrokiem , po czym odeszłam z Arthurem w stronę jego mieszkania. W głowie miałam jeden wielki zamęt. Czułam się okropnie przez Germana. Na dodatek nawet nie przeprosił !
- Angie... Co się stało ? - niepewnie zapytał Arthur.
- Arthur... Jestem trochę zmęczona... Jutro ci opowiem , dobrze ?
- Dobrze - odpowiedział i otworzył mi drzwi.
Ostrożnie weszłam i rozejrzałam się. Arthur wskazał mi pokój , gdzie mogę spać i podał mi jakąś pidżamę. Podziękowałam i poszłam do łazienki. Musiałam się odświeżyć po tym ciężkim dniu. Wzięłam szybki prysznic , przebrałam się w piżamy i poszłam do sypialni. Opadłam na łóżko i tak przez jakiś czas leżałam , patrząc się pusto w sufit. Wzięłam do ręki telefon. Weszłam w zakładkę kontakty. Chciałam zadzwonić do Germana i dowiedzieć się jak sobie radzi , ale... W ostatniej chwili zrezygnowałam i przykryłam się cała kołdrą , po czym usnęłam jak małe dziecko...




--------------------------------------------------------------------------
Hej ! :D
Sorka , że taki krótki , ale jakoś nie mam weny do pisania ;p
Ale spokojnie ! Zaczynają się ferie , więc to na pewno się zmieni :D
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :D


sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział II "Bukiet kwiatów"

  Obudziło mnie natrętne pukanie. Budzik wskazywał 4:21. Zasapana usiadłam , po czym założyłam moje kapcie świnki. Wstałam  i po woli zeszłam na dół. Pukanie wydawało mi się jeszcze bardziej natrętne.
- Już idę ! - krzyknęłam ziewając.
Kiedy otworzyłam drzwi wydawało mi się , że przede mną stoi Violetta. Nie zrobiło to na mnie zbyt dużego wrażenia , ponieważ myślałam , że jeszcze się dobrze nie obudziłam. Przetarłam moje oczy i zamrugałam kilka razy , ale dziewczyna nadal przede mną stała. Szeroko się uśmiechnęła.
- Angie ! - krzyknęła i przytuliła się do mnie.
Myślałam , że zwariowałam. Jak to możliwe , że Viola mnie przytula ? Może mi się śni ? Tak , na pewno... Kiedy się oderwała spojrzała na mnie oczami pełnymi iskierek.
- Nie cieszysz się ? - zapytała.
- To mi się tylko śni - odpowiedziałam spokojnie.
- Ammm... Angie. To nie jest sen - powiedziała śmiejąc się.
Tej odpowiedzi się nie spodziewałam. Zaczęłam się szczypać i spojrzałam na nastolatkę zdziwionym wzrokiem.
- Ale...ale... jak to... Przecież... ty...byłaś...tam... a... a... teraz tu ?
- Oj Angie , Angie ! - powiedziała i weszła do środka.
Weszłam za nią i szybko zamknęłam drzwi.
- Violetta , czy ty przyleciałaś do mnie sama ?! - zapytałam uniesionym głosem.
- Tak - odpowiedziała spokojnie , siadając na kanapie - A co ?
- A co ?! Violetta ! A chociaż German o tym wie ?
- Nie.
Złapałam się za głowę i opadałam na kanapę.
- Ale jakim to cudem przyleciałaś samolotem do Francji ?
- Normalnie.
- Przecież nie masz jeszcze 18 lat.
- Wmieszałam się w tłum i weszłam do samolotu.
- Poleciałaś na gapę ?!
- Yhym !
Znowu złapałam się za głowę. Fakt , że Violetta przyleciała do Francji sama  bez wiedzy Germana , nie docierał do mnie. Cały czas myślałam , że to jest sen , ale tak nie było.
- Jesteś na mnie zła ? - zapytała patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem.
- Violu... - tu urwałam , ponieważ nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
Z jeden strony byłam zła za tak lekkomyślny wyczyn. W końcu ona ma 17 lat i powinna wiedzieć co można , a czego nie. A z drugiej strony byłam wzruszona tym wyczynem. Potrafiła przylecieć sama do Francji, do swojej cioci. Nie każda siostrzenica tak robi. Zwłaszcza , że Viola ma dopiero 17 lat i żadne lotnisko by jej nie wpuściło do samolotu , bez osoby dorosłej. Także moje uczucia były mieszane...
- Czyli jesteś... - powiedziała - Ja wiem Angie , że to było lekkomyślne , ale... ja już nie mogłam. Nie mogłam bez ciebie wytrzymać. Za bardzo tęskniłam... Przepraszam...
Spojrzałam na nią wzruszonym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałam , tylko ją bardzo mocno przytuliłam.
- Ja też tęskniłam - szepnęłam.
- Czyli mogę tu zostać ? - zapytała gwałtownie ode mnie się odrywając.
- Violu dobrze wiesz , że najpierw musimy zawiadomić twojego tatę.
- Nie. Angie nie rób tego. On na pewno mnie stąd zabierze.
- Ale niby dlaczego miałby cię zabrać ? To już nie możesz spędzić wakacji u swojej cioci ? - zapytałam lekko uśmiechając się.
Violę jednak , to wcale nie bawiło. Coś ją trapiło i nie chciała mi o tym powiedzieć , albo bała się.
- Violu... Coś się stało , że niby tata nie pozwoliłby ci zostać u mnie na wakacje ?
- No , bo... on... - tu urwała.
- Co on ? - dopytywałam z niecierpliwością.
- On... Nie... nie mogę ci tego powiedzieć. Niech on to sam powie.
- Ale co ? Violu , już nic z tego nie rozumiem...
- Angie możesz do niego zadzwonić i powiedzieć mu gdzie jestem. Ale jak już tu przyjedzie to na pewno nie zostanę u ciebie...
Pokręciłam przecząco głową i poszłam po telefon. Wybrałam numer do Germana. Pierwszy sygnał... drugi...
- Cześć German.
- Cześć Angie... Przepraszam cię , ale nie mogę teraz rozmawiać - odpowiedział zdenerwowanym głosem.
- Ale German , poczekaj...
- Nie mogę Angie. Violetta gdzieś zniknęłam i nie wiem gdzie ona jest !
- Ale Germ...
- Angie , później zadzwonię. Cze...
- Nie ! Geramn posłuchaj mnie do jasnej cholery ! - krzyknęłam.
German nic już nie odpowiadał.
- A , więc to co ci próbuje powiedzieć to to , że wiem gdzie jest Violetta.
- Co ?! Gdzie ona jest ? Angie powiedz szybko.
- Spokojnie. Jest ... u mnie... - odpowiedziałam już mniej pewnie.
- Ale... ale jak to ? Przecież ty jesteś we Francji.
- Racja. Violetta przyleciała do mnie nad ranem.
- To nie możliwe.
- Możliwe , możliwe. Nie wierzysz mi ?
- Mogę z nią porozmawiać ?
- Jasne - odpowiedziałam i zeszłam na dół , po czym podałam telefon Violi.
Chciałam zostać tam i posłuchać ich rozmowy , ale nie mogłam , ponieważ dzisiaj mam pracę. Dałam znak Violi , że idę na górę ubrać się i szybko pobiegłam do mojego pokoju. Ubrałam jasno różową bluzkę z grubymi ramiączkami , która na przodzie miała wielką kokardę , oraz granatową marynarkę i brązowe rurki. Włosy jak zwykle ułożyłam sobie na bok. Kiedy schodziłam ze schodów , zobaczyłam smutną Violę. Od razu do niej podeszłam.
- I jak tam rozmowa ? - zapytałam siadając obok niej.
Nastolatka wzruszyła tylko ramionami.
- A dokładniej ?
- Przyjedzie po mnie i zabierze mnie - odpowiedziała bez życia.
- Ej ! A skąd wiesz , że cię zabierze ?
- Sam ci to powie. Angie mogę się przespać ? - zapytała , jakby chciała zmienić temat.
- Jasne. Na górze jest mój pokój. Czuj się tam jak u siebie. A ! Ja teraz muszę iść do pracy , więc przyjdę za jakieś 3/4 godzinki. Mam nadzieje , że nic tu nie nabroisz ? - zapytałam żartobliwie.
- Jestem zbyt zmęczona - odpowiedziała i udała się na górę.
Odprowadziłam ją wzrokiem i poszłam do kuchni. Zegarek wskazywał...
- 8:30 ?! O nie ! - krzyknęłam i jak najszybciej wybiegłam z domu.
Biegłam przez ulice jak jakaś wariatka. Ludzie oglądali się za mną , ale nawet nie zwracałam na to uwagi. Wyjątkowo się denerwowałam , ponieważ jeszcze nigdy się nie spóźniłam. Na pewno Lena się o to mnie uczepi i znowu będzie mi to wypominała... Cała zziajana wbiegłam do pokoju nauczycielskiego. Kiedy chciałam już stamtąd wybiec , uderzyłam kogoś drzwiami. Byłam przerażona. Tym kimś okazała się... Lena.
- Ja... ja przepraszam... - powiedziałam zdenerwowanym głosem - Wszystko w porządku ?
- Ty pokrako ! Co ty chciałaś mnie zabić ?! - odpowiedziała próbując wstać.
- Nie. To przez przypadek. Pomogę ci...
- Nie ! Zostaw mnie ! Ja wiedziałam... Od samego początku wiedziałam , że będą z tobą kłopoty ! Nie dość , że się spóźnisz to jeszcze próbujesz mnie wyeliminować !
- Słucham ? Co ty wygadujesz ?
- To co słyszałaś niezdaro... Yhhh... Już ja cię przywołam do porządku - powiedziała wstając i odeszła.
Stałam tam z pól otwartą buzią. Jak ona może tak o mnie mówić !? Że niby ja chciałabym ją wyeliminować ? To znaczy fajnie by było... Ale wiadomo , że ja do takich rzeczy nie jestem zdolna. Po za tym...
- Angie ? Co ty tutaj robisz ? Dlaczego nie jesteś na lekcjach ? - zapytał Nicolas.
Pięknie ! Że też dzisiaj musiał się pojawić w studiu !
- Ammmm... Ja... Przepraszam... bo ja się spóźniłam... - odpowiedziałam ze spuszczoną głową.
Nicolas ciężko westchnął.
- Ponieważ to było twoje pierwsze spóźnienie , na razie dostaniesz tylko upomnienie , ale...
- Na prawdę ?! - zapytałam podekscytowanym głosem unosząc głowę - Tak się ciesze ! Dziękuje i jeszcze raz dziękuje. Już myślałam , że mnie zwolnisz.
- Spokojnie. Teraz dostajesz upomnienie , ale następnym razem...
- Nie ! Nie będzie następnego razu ! Obiecuje ! - wtrąciłam.
- Dobrze - odpowiedział śmiejąc się - A teraz idź już na lekcje.
- Tak już idę ! Dziękuje jeszcze raz - powiedziałam i szybko poszłam w stronę sali.
Kiedy już weszłam , przeprosiłam uczniów i zaczęłam prowadzić lekcje. Dalsze godziny w pracy minęły mi bez żadnych komplikacji. Dzisiaj w studiu nie było Arthura. Jestem ciekawa dlaczego... Po skończonych lekcjach zadzwoniłam do Violi , aby jej powiedzieć , że już wracam do domu. Szłam spokojnym krokiem. Pogoda dzisiaj była lepsza niż wczoraj. Co prawda gdzie nie gdzie pojawiały się jakieś szare chmury , ale szybko znikały. Gdy byłam w połowie drogi usłyszałam za sobą , wołanie mojego imienia. Gwałtownie się odwróciłam. To kogo tam ujrzałam spowodowało , że o mało moje serce nie wystrzeliło. Parę centymetrów przede mną stał German. Najprawdziwszy German. Nie zważając na ludzi , ani też na sytuację , podbiegłam do niego i się wtuliłam.
German odwzajemnił uścisk.

Tak bardzo za nim tęskniłam. Za jego ciepłym uściskiem. Bardzo mi brakowało go. Zwłaszcza , że jak wyjeżdżałam z Buenos Aires nasze relacje nie należały do najlepszych... Mogłabym tak przytulać się do niego cały dzień , całą noc , ale po pewnym czasie się opamiętałam. I choć serce mówiło "nie odrywaj się , ciesz się to chwilą" , to jednak rozum mi na to nie pozwalał. Nieśmiało odsunęłam się na parę centymetrów i spojrzeliśmy sobie w oczy.  Nadal nic do siebie nie mówiliśmy. Po prostu staliśmy tak , patrząc sobie głęboko w oczy. Ale w pewnym momencie German się ode mnie odsunął na znaczną odległość. Trochę speszona , spuściłam głowę.
- Przepraszam cię za ten dość długi uścisk... To przez emocje... - wytłumaczyłam się , nadal nie patrząc mu w oczy.
- Nic nie szkodzi. Stęskniłaś się , zresztą ja za tobą również... - odpowiedział.
Wtedy uniosłam głowę i znowu nasze oczy się spotkały , ale na krótko. German odchrząknął.
- To ten... Szukałem twojego mieszkania , ale nigdzie go nie mogłem znaleźć.
Lekko się zaśmiałam.
- Zaprowadzę cię - powiedziałam na co on się uśmiechnął i ruszyliśmy w drogę.
Szliśmy w milczeniu. Czułam , że między nami jest napięcie. Nie wiedziałam dlaczego. Może o czymś nie wiem ? No nie ważne... Interesuje mnie jeszcze jedna sprawa...
- German ? Kiedy Viola do mnie przyleciała , powiedziała , że ty ją od razu stąd zabierzesz... Tak będzie ? - zapytałam patrząc na niego.
Jego reakacja była dziwna. Widocznie nie spodziewał się tego pytania. Przynajmniej nie w tym momencie.
- No... muszę... - odpowiedział.
- Dlaczego ? Przecież może u mnie zostać. Ma w końcu wakacje , prawda ? Po za tym dobrze wiesz jak ja ją kocham. U mnie czułaby się jak w domu.
- Tak , tak. Zgadzam się w stu procentach , ale... Tak szczerze to nawet dobrze , że Viola tu przyleciała , bo teraz będę ci mógł powiedzieć coś ważnego prosto w oczy...
Trochę się zaniepokoiłam jego poważnym tonem.
- O co chodzi ? - zapytałam spokojnie.
W tym momencie się zatrzymaliśmy.
- Ja... ja... chciałbym cię zaprosić na mój ślub... - niepewnie odpowiedział.
W tym momencie poczułam jak moje serce pęka w szwach. Moje nogi zrobiły się jak z waty , a do oczu czułam jak napływają łzy. Nie chciałam tego okazywać. Nie mogłam pokazać mu jak bardzo jestem słaba. Nie !
- Aha. To... bardzo się cieszę... Dlatego Viola nie może u mnie zostać , tak ?
- Tak właśnie.
- Aha... A kiedy ten ślub ?
- Jutro...
Poczułam się o tysiąc razy gorzej... Cały mój świat się zawalił.
- Ammm... Jutro powiadasz ? Yyy... Wiesz... ja... jutro chyba mam... coś ważnego w pracy... - skłamałam.
Widziałam w jego oczach smutek , ale to może przez to co teraz mu powiedziałam...
- Czyli nie będzie cię na ceremonii ? - zapytał smutnym głosem.
- Chyba nie...
Zapadła cisza. Po jednym policzku spłynęła mi pojedyncza łza , ale szybko ją otarłam.
- To co... idziemy dalej ? - zapytał.
- T-tak... Tak - odpowiedziałam i poszliśmy dalej.
Kiedy byliśmy już w domu German od razu bardzo mocno przytulił Violę. Lekko uśmiechnęłam się na ten widok. Widać , że byli szczęśliwi i długo nie mogą bez siebie wytrzymać.
- To ja może was zostawię... - powiedziałam i poszłam na górę.
Na schodach jeszcze spojrzałam w stronę Germana. Nasze smutne spojrzenia się spotkały. Lekko się tylko uśmiechnęłam i poszłam dalej. Kiedy weszłam do mojego pokoju , rzuciłam się na łóżko. Nie płakałam. Nie mogłam. Zaczęłam myśleć nad tym wszystkim. Przypomniałam sobie nasze wspólne chwile z Germanem. To uczucie było piękne. Dlaczego wcześniej nie powiedziałam mu co do niego czuje ! Wtedy na pewno byłoby inaczej ! Ale... minęło... Straciłam swoją szansę... Moje rozmyślenia przerwało pukanie do pokoju.
- Proszę - powiedziałam cicho.
Do pokoju weszła smutna Viola , która od razu usiadła obok mnie.
- Tata ci już powiedział ? - zapytała.
- T-tak.
- Przepraszam , że ci tego nie powiedziałam , ale chciałam , aby on sam to powiedział.
- Spokojnie Violu. Rozumiem i... cieszę się z tego , że twój tato się żeni... Jest na pewno z tego powodu szczęśliwy , prawda ?
- No... tak... Ale Angie nie musisz udawać. Ja wiem , że jest ci ciężko. Wiem , że jeszcze kochasz go - powiedziała patrząc mi w oczy.
Ciężko westchnęłam.
- To prawda... Nie mogę udawać. Nadal kocham twojego tatę , ale... sama widzisz. Jutro się żeni z nową kobietą. Kochają się i są ze sobą szczęśliwi. Ja.. nie mam na to wpływu. Skoro German jest szczęśliwy to i ja jestem...
- Ale...
- Nie Violu... Tu już nie ma żadnego ale. Jutro życie twojego taty oraz twoje , zmieni się o 180 stopni.
- Co z tego ! Ja nie mogę patrzeć jak cierpisz. To ty powinnaś... - mówiła , gdy nagle do pokoju wszedł German.
- Przepraszam , że przerywam , ale... Violu musimy już jechać. Samolot będzie za godzinę - oznajmił.
- Dobrze... Pożegnam się z Angie i już idę...
- Nie ! Ja mogę z wami jechać. Na lotnisku się pożegnamy , co ty na to ? - zwróciłam się do Violi.
- Doskonały pomysł ! To choć ! - złapała mnie za rękę i wybiegłyśmy z pokoju.
Za nami szedł German. Wzięłam swoją torebkę i zamknęłam dom. Przywołaliśmy (?) taxi i wszyscy weszliśmy do samochodu , po czym odjechaliśmy. Gdy już byliśmy na miejscy , pierwsze co zrobiłam to zaczęłam się żegnać z Violą.
- Angie , na pewno nie możesz lecieć z nami ? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Niestety nie... Przepraszam...
- No nic... Ale na pewno spotkamy się w wakacje , prawda ?
- Oczywiście ! - odpowiedziałam z uśmiechem i mocno ją przytuliłam.
- Kocham cię - powiedziałam nie przestając jej tulić.
- Ja ciebie też.
- Samolot do Buenos Aires odlatuje za 10 minut - usłyszałyśmy głos kobiety.
Oderwałyśmy się od siebie.
- Będę tęsknić - powiedziała smutno.
- Ja też.
- A tata ? Gdzie on jest ?
- Pewnie w samolocie.
- Nie pożegnał się z tobą ?
- Widocznie nie chciał. Ale rozumiem go. Stresuje się przed ślubem...
- Ale...
- Violu idź już. Przeżyje bez pożegnania z twoim tatą - przerwałam jej stanowczo.
- No dobrze... Papa.
- Papa. Trzymaj się.
Jeszcze raz ją przytuliłam i dałam jej buziaka w czubek głowy , po czym dziewczyna odeszła. Odprowadziłam ją smutnym wzrokiem. Po 5 minutach widziałam już jak samolot odlatuje. Serce pękało mi na tysiąc kawałeczków. Mój smutek był nie do opisania ! Nie docierało do mnie , że od jutra German będzie miał żonę... Jedna łza popłynęła po moim policzku. Szybko ją otarłam i poszłam w stronę wyjścia. Miałam opuszczoną głowę , ale szybko ją uniosłam kiedy tylko usłyszałam głos Germana. Myślałam , że mi się tylko wydaję , ale tak nie było. Przede mną stał zziajany German.
- German ? Co ty tutaj robisz ? - zapytałam zdziwiona.




 - Ja... Poszedłem kupić ci bukiet kwiatów i... jak widzisz nie zdążyłem na samolot - odpowiedział
zziajanym głosem.





------------------------------------------------------------------
Hej ! Hej ! Hej ! :D
Przepraszam , że tak późno , ale dzisiaj miałam urwanie głowy...
No nie ważne :P
Jak tam podoba się rozdział ?
Duuużoo się działo , ale jeszcze więcej emocji będzie w następnych rozdziałach ;)
Pozdrawiam !
I zapraszam do komentowania ;D

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział I "Dzień jak co dzień"

  Obudziłam się jak zwykle o 6:30. Wstałam i udałam się do łazienki , aby się odświeżyć. Po porannej toalecie wróciłam do sypialni. Ubrałam białą , zwiewną koszulę do łokci , czarne materiałowe spodnie i do tego czarne buty na koturnie. Oczywiście założyłam również zegarek , którego otrzymałam od Pabla. Zakładając go przypomniałam sobie studio oraz Buenos Aires... Westchnęłam i szybko zeszłam na dół. Przygotowałam sobie poranną kawę i tosty. Usiadłam przy stoliku i zaczęłam konsumować mój posiłek. Pogoda była dzisiaj wyjątkowo brzydka. Padał deszcz i wiał dość mocny wiatr. Spojrzałam na zegarek.
"7:00" - pomyślałam , po czym wstałam , zabrałam swoją marynarkę , kurtkę , torebkę i wyszłam z domu.
Po niecałych 20 minutach stałam już przed budynkiem mojej pracy. Na samym wejściu spotkałam Arthura.
- Cześć Angie ! - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Heej.
- I jak tam u ciebie ?
- Bywało lepiej... - odpowiedziałam siadając na fotelu.
- A coś nie tak ?
- Nieeee. Po prostu... czasami tak mam , że bardzo tęsknię za domem.
Arthur usiadł na przeciwko mnie podając mi wodę mineralną.
- Dziękuje - odpowiedziała cicho i wzięłam łyka napoju.
- Spokojnie. Jesteś tu dopiero miesiąc. To normalne , że jeszcze się dobrze nie przyzwyczaiłaś do nowego miejsca.
- Tak wiem , ale... - tu urwałam , ponieważ do pokoju nauczycielskiego weszła , a raczej wparowała Lena.
Od razu przywitała mnie złowrogim spojrzeniem i z uniesioną głową podeszła do szafki z dokumentami.
- A wy czego nie w swoich salach ? - zapytała.
- Jeszcze lekcje się nie zaczęły - odpowiedziałam spokojnym głosem.
- No to ? Chyba nie płacę wam za pogaduchy !
- Mam śmiałość rzec , że ty nam nie płacisz , tylko twój brat - powiedział Arthur z łobuzerskim uśmieszkiem.
Cicho się zaśmiałam , ale szybko zamilkłam.
Kobieta od razu zrobiła buraka , po czym odeszła mamrocząc coś pod nosem.
- Ja już z nią nie wytrzymuje - powiedziałam wstając.
- Daj spokój ! Ona jest zwykłą nauczycielką i tyle.
- Ale też współwłaścicielką...
- Budynku - wtrącił.
- Racja... No nic. Idę , bo już nie chcę oglądać jej twarzy. Do zobaczenia ! - rzuciłam na odchodne i poszłam w stronę mojej sali.
Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 10 minut , więc podeszłam do keyboardu i zaczęłam grać jakąś melodię. Po jakimś czasie z przypadkowych dźwięków zaczęła układać się ciekawa piosenka. Nie przerywałam sobie , tylko dałam się ponieść fantazji. Muzyka wychodziła z mojego serca. Kiedy w końcu skończyłam usłyszałam dość głośne brawa. Szybko uniosłam głowę i ujrzałam uśmiechniętych uczniów.
- Ja... przepraszam. Nie zauważyłam was - powiedziałam zdenerwowanym głosem.
- Nic nie szkodzi. Piękna melodia , Angie - odpowiedziała Julia , jedna z uczennic tego studia.
Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam lekcję. Wszystko byłoby w porządku , gdyby... Do sali przyszła Lena , aby sprawdzić jak prowadzę lekcję. Zawsze to robi , kiedy jest na prawdę na mnie wkurzona. Zbytnio nie zwracałam na nią uwagi , ale kiedy tylko zaczęła krytykować mój głos i sposób prowadzenia lekcji,  nie wytrzymałam.
- Lena. Daj mi święty spokój ! To są moje zajęcia i ja doskonale wiem co mam na nich robić. Nie potrzebuje zbędnych rad , które i tak mi się nie przydadzą , więc... Mogłabyś tak łaskawie stąd pójść ? - powiedziałam zirytowanym głosem.
Lena stała w miejscu z pół otwartą buzią. Natomiast ja byłam czerwona jak burak , a uczniowie patrzyli się a to na mnie , a to na Lenę.
- Dobrze... - odpowiedziała po pewnym czasie i z uniesioną głową wyszła , trzaskając przy tym drzwiami.
Odetchnęłam z ulgą.
- Przepraszam was za to całe zamieszanie... - powiedziałam i zaczęłam prowadzić lekcje , gdy nagle zadzwonił dzwonek - No cóż... Widocznie będziemy musieli dokończyć na kolejnej lekcji. Do zobaczenia i pamiętajcie o piosenkach.
- Dooobrze - odpowiedzieli chórem i wyszli.
Opadłam na krzesło. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam się zastanawiać nad moim "wybuchnięciem". Przecież ona na pewno powie to wszystko Nicolasowi i znając życie nie powie prawdy... Zwolnią mnie... Zwolnią mnie jak nic...
- Hej Angie ! Słyszysz mnie ?
Gwałtownie uniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą Arthura , który machał rękoma przed moją twarzą.
- Przepraszam... Zamyśliłam się... - odpowiedziałam , a Arthur usiadł na biurku.
- Czy mi się zdaję , czy wygarnęłaś Lenie ? - zapytał unosząc przy tym prawy kącik ust.
- Nie , nie zdaje ci się... Już nie wytrzymałam i... i wybuchłam. Przez nią zostanę wyrzucona.
- Zwariowałaś ? Gdyby Nicolas wyrzucił tak wspaniałą nauczycielkę z powodu takiej głupoty , to chyba byłby głupcem.
- Na prawdę tak sądzisz ?
- Oczywiście ! Nie powinnaś się przejmować tą czarną wdową. Jesteś wyjątkowa , pamiętaj - powiedział , po czym zszedł z biurka i wyszedł.
Poczułam na moich policzkach lekkie rumieńce. Lekko uśmiechnęłam się. To co powiedział było bardzo miłe. Arthur ma rację. Nie będę się przejmowała taką osobą jak Lena. Moje rozmyślenia przerwał dzwonek na kolejne lekcje. Wstałam i zaczęłam moją pracę. Dalszy dzień minął bez żadnych komplikacji. Po skończonej pracy wróciłam do domu. Pierwsze co , to rzuciłam się na kanapę. Dzisiaj byłam wyjątkowo zmęczona. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Dzwoniła Viola.
- Cześć Violu - powiedziałam radosnym głosem , ale nie dało się nie wyczuć w nim zmęczenia.
- Cześć Angie ! Masz czas ?
- T-tak...
- To pogadamy przez video czat ?
- Dobrze.
- Okej. To czekam. Papa.
- Papa - odpowiedziałam i odłożyłam telefon.
Leniwie wzięłam laptopa i włączyłam video-czat. Violetta od razu do mnie zadzwoniła i po nie całych 3 sekundach widziałam moją siostrzenicę.

- Heeej - powiedziała machając.

- Cześć Violu. Co tam u ciebie ?
- Nawet dobrze.
- Nawet ? Coś się stało ?
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko spuściła głowę.
- Violu. Violu co się stało ? - zapytałam , ponieważ byłam trochę zaniepokojona.
- Tęsknię za tobą... - odpowiedziała smutno.
- Oooo... Ja też za tobą tęsknie i to bardzo ! Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała cię teraz przytulić.
-  Ja ciebie też bym chciała. W ogóle to brakuje mi tych naszych wspólnych rozmów... i spędzania razem czasu.
- Mi też , ale nic na to nie poradzimy... Niestety. Jedyne co nam zostało to czekać do świąt - powiedziałam lekko uśmiechając się , ale dziewczyna nie odwzajemniła czynności - No nie smuć się już. Lepiej opowiedz jak tam mijają ci wakacje ?
- Źle.
- Jak to ?
- Tata nie ma dla mnie w ogóle czasu. Siedzi całymi dniami w biurze. Od zakończenia roku siedzę całymi dniami w domu.
Zrobiłam zdziwioną minę.
- To do niego nie podobne.
- Racja , ale co ja poradzę ?
Lekko uśmiechnęłam się.
- A co teraz robi ? - niepewnie zapytałam.
- Siedzi w biurze. Jak zwykle...
- Chciałabym ci jakoś pomóc , ale nie wiem jak - powiedziałam , na co dziewczyna od razu się szeroko uśmiechnęła.
- A ja wiem !
- Violu , co ty znowu wymyśliłaś ?
- Spokojnie. Zaraz wracam - szybko odpowiedziała i wybiegła z pokoju.
Trochęę się zaniepokoiłam , ponieważ Viola czasami ma straszne pomysły. Przez prawie 5 minut nastolatka nie wracała , aż w końcu zauważyłam jak ktoś wchodzi do środka. Tym kimś był nie kto inny jak German , a po nim Viola. Od razu, jak jakaś wariatka zaczęłam panikować i nie wiadomo czego , niczym strzała zamknęłam laptopa.
" Ale ja jestem głupia ! Czemu zamknęłaś tego laptopa idiotko !?" - pytałam siebie w myślach , przebierając się przy tym w pidżamy. Musiałam również pójść do łazienki , przepłukać sobie twarz. Po tej czynności wróciłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Wierciłam się w każdą stronę. W końcu wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Tam nalałam sobie szklanki wody i nerwowo zaczęłam pić mój napój. Nagle nie wiadomo skąd , przede mną pojawiła się postać Germana. Kiedy tylko go ujrzałam , od razu się zakrztusiłam. Zaczęłam przecierać moje oczy , ale German nie znikał. Stał przede mną z lekko uśmiechniętą twarzą. Byłam przerażona. Po woli zaczęłam się do niego zbliżać z wyciągniętą w jego stronę ręką , ale kiedy chciałam go dotknąć , on po prostu znikł. Tak szczerze to byłam w lekkim szoku.
" Chyba muszę się porządnie przespać..." - pomyślałam , po czym wróciłam do sypialni i położyłam się. Po niecałych 10 minutach odleciałam do krainy snów...

--------------------------------------------------------------------
Hej !
I jak wam się podoba pierwszy rozdział ?
Jest na razie  normalnie , ale w następnych rozdziałach akcja się na pewno rozkręci :D
Zapraszam do komentowania :D




niedziela, 25 stycznia 2015

Prolog

Cześć.
Nazywam się Angeles Carrara , ale zbytnio nie przepadam za tym imieniem , więc prawie wszyscy mówią mi Angie. Mam 24 lat i pochodzę z Buneos Aires. Obecnie jednak znajduję się we Francji , a dokładnie w Paryżu. Jak tam się znalazłam ? Dostałam niesamowitą ofertę pracy w tym pięknym mieście , jako również nauczycielka śpiewu , ale na poziomie wyższym niż w Studiu On Beat. Bez żadnego zastanowienia zgodziłam się i tak oto zostawiłam wszystko co miałam. Praca jest wspaniała , ale jak w każdej pracy musi być jakiś minus , bądź czarna owca. My - czyli ja i Arthur , o którym zaraz wam coś opowiem - wolimy mówić czarna wdowa. A tą osobą jest Lena - czarna wdowa. Jest współwłaścicielką tego miejsca , ale uważa się za stu procentową właścicielkę. Od samego początku mnie znienawidziła tak samo jak ja ją. Oczywiście ja tego tak nie okazuję , jak to zazwyczaj robi ONA. Codziennie ma do mnie pretensje , że źle wykonuje moją pracę , co jest nie prawdą. Zbytnio się nią nie przejmuje , ale ile można gadać w kuło " Powinnaś wrócić skąd przyjechałaś i tam zająć się sprzedawaniem kebabów". Taaaa... To jest jeden z wielu tekstów jakie codziennie od niej słyszę. Mniejsza z tym. Osobą dzięki , której się uśmiecham w pracy jest mój dobry kolega Arthur. Poznaliśmy się w pierwszy dzień pracy i od razu znaleźliśmy wspólny język. Arturro - jak czasami go przezywam dla żartów , jest nauczycielem tańca towarzyskiego. Muszę  także wspomnieć , że w tym miejscu nie ma jednego nauczyciela od tańca.  Tak , więc Arthur jest bardzo zabawnym facetem. Często się spotykamy na kawę. Głównym szefem mojej pracy jest Nicolas - brat Leny. Można by rzec , że pewnie jest on taki sam jak jego siostrzyczka , ale tak nie jest. Nie każdy miał okazję z nim porozmawiać. Ja jednak to zrobiłam i przyznaję , że Nicolas jest bardzo przyjacielskim i miłym człowiekiem. Ogólnie żyje mi się dobrze , ale... No właśnie zawsze jest jakieś ale , a tym ALE jest German... Czy to normalne , że minął już miesiąc , a ja nadal go kocham ? Czasami twierdzę , że nie , to nie jest normalne... Ale nic na to nie poradzę. Tak musi być i tyle...

--------------------------------------------------------
Hejj :D
I jak tam prolog ? ;p
Wszelkie uwagi są mile widziane ;)
Zapraszam też do komentowania ;3
komentarz = motywacja ! :D
Rozdział może pojawi się dzisiaj , bądź jutro :D

Cześć wszystkim !


Cześć !

Nazywam się Wika i mam 15 lat :) 
Jak widzicie postanowiłam założyć bloga o Angie - jednej z bohaterek serialu " Violetta".
Uwielbiam ją ponad wszystko ! 
Jestem też fanką Clari ;)
Od razu uprzedzam , że ten blog będzie głównie o :
GERAMNGIE <3
Kocham tę parę i twierdzę , że są wprost stworzeni dla siebie ;3
Mam nadzieję , że się polubimy i spodobają wam się moje opowiadania ;*
Pozdrawiam !