niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział III "Wszystko się komplikuje"

***

Moje oczy od razu zrobiły się wielkie jak złotówki.
- Słucham ? - zapytałam po jakimś czasie patrząc na niego zdziwionym wzrokiem , a on podał mi bukiet.
Zaciągnęłam się pięknym zapachem kwiatów i spojrzałam na Germana , który od razu się do mnie uśmiechnął. Poczułam lekkie rumieńce na mych policzkach.
- Są piękne... - powiedziałam rozkojarzonym głosem - Co ja wygaduje ! German ! Przecież twój samolot właśnie odleciał !
- Spokojnie Angie. Przecież zdążę na następnym lot - odpowiedział lekko śmiejąc się ze mnie.
W tym momencie moja twarz była już cała czerwona.
- Dobra to może usiądziemy ?
Pokiwałam głową na"tak" i razem usiedliśmy na krzesłach. Przez cały czas patrzyłam na bukiet. Był piękny , ale zastanawiało mnie jedno. Po co German mi go kupił ? Przecież wyraźnie powiedział mi , że bierze ślub , więc... Angie o czym ty myślisz ! Przecież on mógł mi go kupić od tak. Ale ja jestem głupia...
- Halo Angie ? Słyszysz mnie ? - przed moją twarzą zobaczyłam rękę Germana.
- Tak , tak... - odpowiedziałam pośpiesznie.
- To o czym mówiłem ?
- Ammmm... No... Emmm... O...tym... no... - zaczęłam się jąkać , a German zaczął się śmiać.
- Przecież wiem , że kompletnie gdzieś odleciałaś.
- Nie prawda !
- Prawda , prawda... Tylko następnym razem zabierz mnie ze sobą - powiedział wstając i puścił mi oczko , po czym podszedł do automatu z kawą.
Znowu poczułam rumieńce. Co to było ? No nie ważne. W ogóle dlaczego ja się tak przejmuję tym co on mówi , robi. To powinno mnie nie obchodzić. No właśnie...Powinno , ale tak nie jest...
- Proszę - powiedział podając mi gorący napój.
- Dziękuje... Mmmm... gorąca czekolada , skąd wiedziałeś ? - zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Hehe... Ma się swoje źródła - odpowiedział śmiejąc się.
Lekko szturchnęłam go w ramię na co oboje się zaśmialiśmy i zaczęliśmy pić swoje napoje.
- Uwaga ! Ważny komunikat ! - usłyszeliśmy głos z głośników i spojrzeliśmy w tamtą stronę - Z powodu awarii wszystkie loty do Argentyny zostały odwołane. Czas trwania komplikacji jest nie określony.
Na tą wiadomość o mało co nie upuściłam swojej czekolady. Spojrzałam przerażonym wzrokiem na Germana. Zauważyłam , że automatycznie pobladł. Gwałtownie wstał i zaczął iść. Szybko pobiegłam za nim.
- German ! German gdzie ty idziesz ? - zapytałam , lecz on nie zwracał na mnie uwagi , tylko szedł przed siebie - German ! German !
Nagle zobaczyłam parę metrów od nas, biuro główne. Przeraziłam się i próbowałam go jakoś zatrzymać. Mocno złapałam go za ramiona i odwróciłam w swoją stronę. Nie sądziłam , że to mi się uda , ale tak było. Staliśmy twarzą w twarz. Poczułam jak moje serce zaczyna przyspieszać. Kompletnie zapomniałam o tym co miałam mu powiedzieć. Mogłabym stać tak ciągle , ale szybko się opamiętałam. Odchrząknęłam i trochę się od siebie odsunęliśmy.
- German... Po co chciałeś iść do biura ? - zapytałam już spokojnym głosem.
German nic nie odpowiadał , tylko spuścił głowę , ja natomiast mówiłam dalej.
- Przecież dobrze słyszałeś. Loty zostały odwołane z powodu awarii i nie wiadomo kiedy ona się skończy. Po co się denerwować. Wystarczy , że...
- Po co się denerwować ?! Angie , przecież ja jutro biorę ślub ! Nie rozumiesz  , że jak tam się jutro nie zjawię , to wszystko stracone ?! Nie , przecież ciebie to w ogóle nie obchodzi !
- Słucham ?! Dla twojej wiadomości obchodzi mnie ! To nie moja wina , że poszedłeś...
- Właśnie , że twoja ! Gdybyś nie namawiała Violetty , aby to przyjechała to nigdy by mnie tu nie było ! - znowu mi przerwał.
- Przecież ja wcale nie namawiałam Violetty ! Nie zwalaj całej winy na mnie !
- A na kogo Angie ?! Na kogo ?! Przecież wokół ciebie krąży cały świat ! Po co się przejmować czyimś szczęściem ?! Najlepiej zniszczyć komuś całe życie ! Przecież...
- Stop ! - przerwałam mu ze łzami w oczach - Starczy... Już powiedziałeś co o mnie myślisz... - przełknęłam ślinę ledwo powstrzymując łzy - Nie sądziłam...Nie sądziłam , że możesz być tak wredny...
Mówiąc to kilka łez spadło na moje policzki , ale nie zwróciłam na to uwagi. Szybko stamtąd wybiegłam. Wybiegłam z lotniska i zaczęłam biegnąć przed siebie. Biegłam tak płacząc , dość długo , aż w końcu stanęłam  i opadłam na ławkę. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Jak on tak mógł ? Zrzucił całą winę na mnie... A może mi nie o to chodzi ? Może jest mi po prostu smutno dlatego , że on kocha swoją narzeczoną ? Na tę myśl poczułam ukłucie w sercu. Myślałam , że już nigdy nie będę cierpiała przez Germana , ale pomyliłam się. Otarłam łzy i spojrzałam na niebo.
- Mario... Dlaczego on mi to znowu robi ? - zapytałam słabym głosem i schowałam twarz w dłoniach.
Nagle zorientowałam się , że jestem w jakimś nowym miejscu. Gwałtownie wstałam i zaczęłam się rozglądać dookoła. To miejsce było straszne. Na dodatek kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Zaczęłam iść przed siebie. Po woli zapadał mrok , a ja samotnie włóczyłam się po ciemnym i na dodatek chyba opuszczonym lesie. Byłam przerażona. Zaczęłam się cała trząść , ale nie przestawałam iść dalej. Moje myśli znowu wróciły do Germana. Myślałam , że się zmienił na dobre. Pomyliłam się. On nadal miał w sobie tą wredną część. Moje życie to jedna wielka porażka. I jeszcze ten durny las... Chwila ! Przecież ja mam komórkę ! Wyjęłam szybko urządzenie i zaczęłam nerwowo wybierać numer do Arthura. Pierwszy sygnał...drugi...
- Cześć Angie ! Co tam ? - zapytał radosnym głosem.
- Arthur... Jestem w jakimś lesie i nie wiem jak stąd wyjść... Chyba się zgubiła... - nie dokończyłam , ponieważ straciłam zasięg - Cholera !
Próbowałam jakoś odzyskać zasięg , ale na marne. Stanęłam w miejscu. Straciłam wszelką nadzieje na to , że ktoś mnie tu znajdzie. Że też musiałam pobiec w tą stronę ! Nagle usłyszałam za sobą jakiś szelest. Gwałtownie się odwróciłam. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Nikogo tam nie było , ale i tak bałam się. Bo przecież to jest las i nie wiadomo co tutaj żyje. Po jakimś czasie znowu usłyszałam szelest , ale tym razem głośniejszy. Tak jakby był blisko mnie. Przeraziłam się , ale  strach kompletnie mnie sparaliżował. Stałam tam jak słup i czekałam , aż to coś wyskoczy z krzaków. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy. Zrobiłam krok  w tył. Bałam się , że zaraz tu wyskoczy jakieś zwierze , a tym czasem zza krzaków wskoczył...
- German ?! - krzyknęłam.
- Angie tutaj jesteś... Jak dobrze , że cię znalazłem. Bałem się , że się zgubiłaś na dobre - powiedział idąc w moją stronę.
- Daj spokój - odsunęłam się od niego -Powiedziałeś już co o mnie sądzisz...
- Angie...
- Co Angie ?! Nie wiem czy się tym w ogóle przejmiesz , ale twoje słowa mnie zabolały... - odpowiedziałam i poczułam jak do moich oczy napływają łzy.
- Ja wiem... Ale wiesz jaki jestem... Najpierw mówię , potem myślę...
- Wiem , ale myślałam , że się zmieniłeś na dobre. Ale tak nie jest... Ta rozmowa nie ma sensu. Lepiej pokaż mi drogę powrotną i rozejdźmy się na zawsze - powiedziałam obojętnie.
Za bardzo nie widziałam twarzy Germana , ponieważ panował już półmrok. Na dodatek czułam jak moje oczy są podpuchnięte od płaczu. German ciężko westchnął.
- To chodźmy... - powiedział i ruszył , a ja za nim.
Szliśmy w milczeniu , a kiedy wyszliśmy z tego potwornego lasu , odeszłam od niego w stronę mojego mieszkania. Nie obchodził mnie już jego stan. Skoro on potrafi być tak obojętny wobec mnie , to ja też...
- Angie ?! Angie ! - usłyszałam głos przede mną.
Uniosłam wzrok i ujrzałam Arthura.
- Arthur...
- Angie nic ci nie jest... - powiedział i przytulił mnie.
Wiedziałam , że German to widział. Nawet się z tego powodu ucieszyłam , ale tylko na moment .
- Bałem się o ciebie.
- Arthur mam do ciebie prośbę...
- Tak ?
- Mogłabym u ciebie na jakiś czas mieszkać ? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście !
- Na prawdę ? Dziękuje ! - powiedziałam i znowu go przytuliłam , ale szybko się oderwałam - Poczekaj tu chwilkę...
Odwróciłam się i poszłam w stronę Germana. Nie stał w miejscu , tylko gdzieś szedł. Wiedziałam , że nie ma dokąd iść , a ja niestety nie mogę patrzeć długo na ludzkie cierpienie ... Podeszłam do niego.
- German...
Gwałtownie się odwrócił.
- Ponieważ wiem , że nie masz gdzie się podziać... - powiedziałam i wyciągnęłam z kieszeni moje klucze od mieszkania  - Masz...
Spojrzał na mnie zdziwionym wzorkiem.
- Ale...
- Masz. Kiedy tylko awaria zostanie naprawiona , oddasz klucze i wszystko wróci do normy.
Niepewnie odebrał klucze.
- Czuj się jak w domu... Żegnaj... - powiedziałam smutnym głosem i odeszłam.
Odwróciłam się jeszcze w jego stronę i spojrzałam na niego smutnym wzrokiem , po czym odeszłam z Arthurem w stronę jego mieszkania. W głowie miałam jeden wielki zamęt. Czułam się okropnie przez Germana. Na dodatek nawet nie przeprosił !
- Angie... Co się stało ? - niepewnie zapytał Arthur.
- Arthur... Jestem trochę zmęczona... Jutro ci opowiem , dobrze ?
- Dobrze - odpowiedział i otworzył mi drzwi.
Ostrożnie weszłam i rozejrzałam się. Arthur wskazał mi pokój , gdzie mogę spać i podał mi jakąś pidżamę. Podziękowałam i poszłam do łazienki. Musiałam się odświeżyć po tym ciężkim dniu. Wzięłam szybki prysznic , przebrałam się w piżamy i poszłam do sypialni. Opadłam na łóżko i tak przez jakiś czas leżałam , patrząc się pusto w sufit. Wzięłam do ręki telefon. Weszłam w zakładkę kontakty. Chciałam zadzwonić do Germana i dowiedzieć się jak sobie radzi , ale... W ostatniej chwili zrezygnowałam i przykryłam się cała kołdrą , po czym usnęłam jak małe dziecko...




--------------------------------------------------------------------------
Hej ! :D
Sorka , że taki krótki , ale jakoś nie mam weny do pisania ;p
Ale spokojnie ! Zaczynają się ferie , więc to na pewno się zmieni :D
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :D


2 komentarze:

  1. German taki zły, ale na pocieszenie ma Arthura nie ??, wszystko ma swoją dobrą stronę xD, wgl zdziwiłam się że nie cisnęła mu tym bukietem w twarz, gdyby te kwiaty miały jeszcze kolce... ach marzenia <:, boski czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde ! Nie przyszło mi do głowy , aby rzuciła tym bukietem ;p No , ale może następnym razem ;p
      Dziękuje bardzo ;)

      Usuń